Brzydkie słowa na „P” – perfekcjonizm i prokrastynacja.

Czy wysokie standardy zawsze są powodem do dumy, czy czasem stają się usprawiedliwieniem dla blokady w działaniu? Ile świetnych pomysłów nie ujrzało światła dziennego tylko dlatego, że „jeszcze nie są gotowe”, „jeszcze wymagają dopracowania”, „jeszcze nie teraz”?
Wysoki standard ma swoją jasną stronę: sumienność, odpowiedzialność, rzetelność i szacunek do odbiorcy. Ale jest też cień, w którym standard przestaje być narzędziem, a staje się warunkiem bezpieczeństwa: zanim zacznę, muszę mieć pewność, że nie popełnię błędu.
Elastyczność różni się od perfekcjonizmu tym, że potrafisz działać w wersji roboczej: sprawdzać, poprawiać i iść dalej, bez utraty poczucia własnej wartości po drodze. Perfekcjonizm natomiast często nie broni standardu, tylko broni twoje ego przed oceną, wstydem i ryzykiem. Wtedy paradoksalnie nie osiągasz więcej – prokrastynujesz i osiągasz mniej, bo sam start bywa zbyt dużym ryzykiem.
Jeśli chcesz przyjrzeć się temu, gdzie kończy się odpowiedzialność, a zaczyna perfekcjonizm i wewnętrzny przymus, ten odcinek może być dla Ciebie pomocny.
S01E018
Dzień dobry. Witam Was serdecznie w marcowym, czerwonym odcinku, co oznacza, że dzisiaj będziemy skręcać w stronę psychologii. I tak sobie pomyślałam, że po odcinku styczniowym, kiedy to mówiliśmy o motywacji, czas na drugą stronę medalu. Bo dzisiaj będzie o perfekcjonizmie, czyli o tym, kiedy motywacji mamy teoretycznie aż za dużo.
Trzeba chyba zacząć od tego, że w naszej kulturze perfekcjonizm wydaje się czymś pozytywnym. Pamiętam taki czas, kiedy na rozmowach kwalifikacyjnych często było zadawane pytanie: „Jaka jest twoja wada?”. Masa ludzi wymieniała właśnie perfekcjonizm — no bo to niby coś takiego, co trudne, co jest wadą, ale… przecież dla pracodawcy jest czymś wartościowym.
Rzeczywiście temat jest złożony. Dość trudno jest się z perfekcjonizmu wyplątać, jeżeli jesteśmy nim dotknięci, więc myślę, że warto go sobie pooglądać, złożyć na czynniki pierwsze, zobaczyć, z czego się bierze, jak funkcjonuje, jak działa, co powoduje w naszym życiu, jakie skutki nam przynosi i jak ewentualnie sobie radzić z tym, kiedy chcemy jednak troszkę inaczej. Zapraszam Was dzisiaj do wysłuchania odcinka o perfekcjonizmie, ale też o powiązanej z nim prokrastynacji.
Perfekcjoniści bardzo często mówią o tym, że ich standardy są wysokie. Natomiast warto zauważyć, że wysoki standard mówi nam: potrafię zrobić dobrze, ale jak nie wyjdzie to po prostu to poprawię. Perfekcjonizm jest troszeczkę o czymś innym. Perfekcjonizm mówi: „Musi być idealnie, bo inaczej to po prostu źle o mnie świadczy”. Więc niuans niby niewielki, różnica niby niewielka, ale tak naprawdę to są dwie bardzo, bardzo różne rzeczy. Dlatego że wysokie standardy rzeczywiście przybliżają nas do osiągania celów, ale nie powodują przy tym nadmiarowego napięcia. Natomiast w przypadku perfekcjonizmu — i to jest kluczowe — stawką nie jest projekt, tylko poczucie własnej wartości. Perfekcjonista, jeżeli nie dostarczy projektu, zadania, celu w takim kształcie, w jakim sobie to wymyślił, czyli idealnym, ma poczucie, że coś z nim jest nie tak. I to jest właśnie ta drobna różnica w elastyczności, która daje nam tak bardzo, bardzo dużo.
Jak sobie o tym pomyślicie do końca, to rzeczywiście: jeżeli jesteśmy perfekcjonistami, jeżeli ciągle mamy ciśnienie na to, żeby wszystko było idealne i jak najlepsze, żeby nie było żadnych błędów, to bardzo trudno jest to utrzymać w długim terminie czasowym. W takim sensie, że rośnie nam napięcie. Po prostu. A jeśli rośnie nam napięcie, to w bardzo naturalny sposób próbujemy się go pozbywać. I to jest kawałek, który nas prowadzi do prokrastynacji. To tak tytułem wstępu, żebyśmy sobie zarysowali ogólny obraz tego, o czym będziemy mówić. A teraz po kolei.
Perfekcjonizm to taki mechanizm psychologiczny, który pojawia się jako adaptacja do warunków, które spotkały nas we wczesnym dzieciństwie. W takim dzieciństwie, w którym zależność była niepewna, trudna, kosztowna albo zawstydzająca. Co to oznacza? To oznacza, że dziecko, które w ten sposób zaczęło radzić sobie z własną trudną zależnością, prawdopodobnie w jakiś sposób nie mogło liczyć na swoich opiekunów — albo fizycznie, albo emocjonalnie. Mogą to być najróżniejsze sytuacje.
Opiekun mógł być nieobecny, zajęty, przeciążony, być może chory albo uzależniony. W każdym razie w jakiś sposób ta jego obecność była co najmniej niestabilna lub jej brak po prostu przerażał. Mógł też być obecny, ale emocjonalnie nieosiągalny — czyli tak naprawdę nie odpowiadający na emocjonalne potrzeby swojego dziecka, nie dający mu ukojenia, nieinteresujący się jego przeżyciami. Tu znowu scenariuszy może być oczywiście bardzo, bardzo dużo. Ale też możliwa jest taka sytuacja, w której opiekun reagował po prostu nieprzewidywalnie: raz dawał ciepło, zainteresowanie, uznanie, a raz dawał chłód, krytykę — i dziecko nie widziało w tym jasnej reguły. Czyli nigdy nie mogło się spodziewać konkretnej reakcji.
W związku z tym, ponieważ dziecko, żeby przeżyć, musi tę relację w jakiś sposób utrzymać, to najczęściej przerzuca problem na siebie. Czyli nie ma dostępu do myślenia, że problem leży po stronie rodzica, opiekuna. Myśli za to, że to z nim jest coś nie tak, i zaczyna szukać strategii, które pozwolą mu w jakiś sposób zaradzić problemowi. Tą strategią — jeżeli mówimy o tworzeniu się skłonności do perfekcjonizmu — będzie strategia pod tytułem: „muszę zasłużyć, żeby dostać to, czego potrzebuję”. Spokój, uwagę, zainteresowanie, opiekę — cokolwiek tutaj jest w tych potrzebach.
Więc myślę sobie, że już zauważacie to, że pod spodem, tak naprawdę pod perfekcjonizmem, jest ogromny lęk. Dlatego że odłączenie od rodzica, od opiekuna, jest czymś, co dla dziecka jest po prostu najtrudniejszą rzeczą na świecie. Odrzucenie jest czymś, czego się wszyscy boimy. I w tym przypadku ten lęk połączył się w pewien sposób z takim magicznym myśleniem i ze strategią: „jak będę grzeczna, najlepsza, bezproblemowa, to dostanę to, czego potrzebuję. Ktoś się uspokoi, ktoś zostanie, może nie będzie awantury, może otrzymam uwagę, nie będę powodem problemu”. Tak jak mówię, tych historii tutaj może być naprawdę bardzo wiele, ale kluczowe jest to, że wtedy to działało na tyle, że dziecko mogło przetrwać w jako-takim kontakcie.
Dalszy ciąg w podcaście audio.
Pomagam w budowaniu silnych, wyrazistych marek i projektowaniu pozytywnych doświadczeń ich klientów, w każdym punkcie styku z marką. To najlepsza droga do uzyskania stałej przewagi nad konkurencją, zadowolenia klientów i do zwiększenia Twojej sprzedaży.