Brzydkie słowa na „P” – perfekcjonizm i prokrastynacja.

Czy wysokie standardy zawsze są powodem do dumy, czy czasem stają się usprawiedliwieniem dla blokady w działaniu? Ile świetnych pomysłów nie ujrzało światła dziennego tylko dlatego, że „jeszcze nie są gotowe”, „jeszcze wymagają dopracowania”, „jeszcze nie teraz”?
Wysoki standard ma swoją jasną stronę: sumienność, odpowiedzialność, rzetelność i szacunek do odbiorcy. Ale jest też cień, w którym standard przestaje być narzędziem, a staje się warunkiem bezpieczeństwa: zanim zacznę, muszę mieć pewność, że nie popełnię błędu.
Elastyczność psychiczna różni się od perfekcjonizmu tym, że potrafisz działać w wersji roboczej: sprawdzać, poprawiać i iść dalej, bez utraty poczucia własnej wartości po drodze. Perfekcjonizm natomiast często nie broni standardu, tylko broni twoje ego przed oceną, wstydem i ryzykiem. Wtedy paradoksalnie nie osiągasz więcej – prokrastynujesz i osiągasz mniej, bo sam start bywa zbyt dużym ryzykiem.
Jeśli chcesz przyjrzeć się temu, gdzie kończy się odpowiedzialność, a zaczyna perfekcjonizm i wewnętrzny przymus, ten odcinek może być dla Ciebie pomocny.
Psychologia biznesu – brzydkie słowa na P: perfekcjonizm i prokrastynacja
Dzień dobry. Witam Was serdecznie w marcowym, czerwonym odcinku, co oznacza, że dzisiaj będziemy skręcać w stronę psychologii. I tak sobie pomyślałam, że po odcinku styczniowym, kiedy to mówiliśmy o motywacji, czas na drugą stronę medalu. Bo dzisiaj będzie o perfekcjonizmie, czyli o tym, kiedy motywacji mamy teoretycznie aż za dużo.
Trzeba chyba zacząć od tego, że w naszej kulturze perfekcjonizm wydaje się czymś pozytywnym. Pamiętam taki czas, kiedy na rozmowach kwalifikacyjnych często było zadawane pytanie: „Jaka jest twoja wada?”. Masa ludzi wymieniała właśnie perfekcjonizm — no bo to niby coś takiego, co trudne, co jest wadą, ale… przecież dla pracodawcy jest czymś wartościowym.
Rzeczywiście temat jest złożony. Dość trudno jest się z perfekcjonizmu wyplątać, jeżeli jesteśmy nim dotknięci, więc myślę, że warto go sobie pooglądać, złożyć na czynniki pierwsze, zobaczyć, z czego się bierze, jak funkcjonuje, jak działa, co powoduje w naszym życiu, jakie skutki nam przynosi i jak ewentualnie sobie radzić z tym, kiedy chcemy jednak troszkę inaczej. Zapraszam Was dzisiaj do wysłuchania odcinka o perfekcjonizmie, ale też o powiązanej z nim prokrastynacji.
Elastyczność psychiczna w zarządzaniu – „musi być idealnie, bo inaczej źle o mnie świadczy”
Perfekcjoniści bardzo często mówią o tym, że ich standardy są wysokie. Natomiast warto zauważyć, że wysoki standard mówi nam: potrafię zrobić dobrze, ale jak nie wyjdzie to po prostu to poprawię. Perfekcjonizm jest troszeczkę o czymś innym. Perfekcjonizm mówi: „Musi być idealnie, bo inaczej to po prostu źle o mnie świadczy”. Więc niuans niby niewielki, różnica niby niewielka, ale tak naprawdę to są dwie bardzo, bardzo różne rzeczy.
Dlatego że wysokie standardy rzeczywiście przybliżają nas do osiągania celów, ale nie powodują przy tym nadmiarowego napięcia. Natomiast w przypadku perfekcjonizmu — i to jest kluczowe — stawką nie jest projekt, tylko poczucie własnej wartości. Perfekcjonista, jeżeli nie dostarczy projektu, zadania, celu w takim kształcie, w jakim sobie to wymyślił, czyli idealnym, ma poczucie, że coś z nim jest nie tak. I to jest właśnie ta drobna różnica w elastyczności, która daje nam tak bardzo, bardzo dużo.
Jak sobie o tym pomyślicie do końca, to rzeczywiście: jeżeli jesteśmy perfekcjonistami, jeżeli ciągle mamy ciśnienie na to, żeby wszystko było idealne i jak najlepsze, żeby nie było żadnych błędów, to bardzo trudno jest to utrzymać w długim terminie czasowym. W takim sensie, że rośnie nam napięcie. Po prostu. A jeśli rośnie nam napięcie, to w bardzo naturalny sposób próbujemy się go pozbywać. I to jest kawałek, który nas prowadzi do prokrastynacji.
Dojrzałość emocjonalna w pracy – „muszę zasłużyć, żeby dostać to, czego potrzebuję”
Perfekcjonizm to taki mechanizm psychologiczny, który pojawia się jako adaptacja do warunków, które spotkały nas we wczesnym dzieciństwie. W takim dzieciństwie, w którym zależność była niepewna, trudna, kosztowna albo zawstydzająca. Co to oznacza? To oznacza, że dziecko, które w ten sposób zaczęło radzić sobie z własną trudną zależnością, prawdopodobnie w jakiś sposób nie mogło liczyć na swoich opiekunów — albo fizycznie, albo emocjonalnie.
Opiekun mógł być nieobecny, zajęty, przeciążony, być może chory albo uzależniony. W każdym razie w jakiś sposób ta jego obecność była co najmniej niestabilna lub jej brak po prostu przerażał. Mógł też być obecny, ale emocjonalnie nieosiągalny — czyli tak naprawdę nie odpowiadający na emocjonalne potrzeby swojego dziecka, nie dający mu ukojenia, nieinteresujący się jego przeżyciami. Ale też możliwa jest taka sytuacja, w której opiekun reagował po prostu nieprzewidywalnie: raz dawał ciepło, zainteresowanie, uznanie, a raz dawał chłód, krytykę — i dziecko nie widziało w tym jasnej reguły. Czyli nigdy nie mogło się spodziewać konkretnej reakcji.
W związku z tym, ponieważ dziecko, żeby przeżyć, musi tę relację w jakiś sposób utrzymać, to najczęściej przerzuca problem na siebie. Czyli nie ma dostępu do myślenia, że problem leży po stronie rodzica, opiekuna. Myśli za to, że to z nim jest coś nie tak, i zaczyna szukać strategii, które pozwolą mu w jakiś sposób zaradzić problemowi. Tą strategią — jeżeli mówimy o tworzeniu się skłonności do perfekcjonizmu — będzie strategia pod tytułem: „muszę zasłużyć, żeby dostać to, czego potrzebuję”. Spokój, uwagę, zainteresowanie, opiekę — cokolwiek tutaj jest w tych potrzebach.
Samoświadomość lidera – pod spodem jest ogromny lęk
Już zauważacie to, że pod spodem, tak naprawdę pod perfekcjonizmem, jest ogromny lęk. Dlatego że odłączenie od rodzica, od opiekuna, jest czymś, co dla dziecka jest po prostu najtrudniejszą rzeczą na świecie. Odrzucenie jest czymś, czego się wszyscy boimy. I w tym przypadku ten lęk połączył się w pewien sposób z takim magicznym myśleniem i ze strategią: „jak będę grzeczna, najlepsza, bezproblemowa, to dostanę to, czego potrzebuję”. Kluczowe jest to, że wtedy to działało na tyle, że dziecko mogło przetrwać w jako-takim kontakcie.
Nasz dorosły mózg niestety nie zauważa, że dzieciństwo zostało już za nami. W związku z tym zawsze wtedy, kiedy pojawia się ten lęk przed odrzuceniem, odpala dokładnie ten sam mechanizm, pomimo tego, że warunki dawno już się zmieniły. Ten lęk wiąże się po prostu z nietolerancją chaosu, który dla małego dziecka był realnym zagrożeniem emocjonalnym lub wręcz fizycznym.
Perfekcjonizm, który się w tym miejscu pojawia, to jest po prostu pewnego rodzaju nadmiarowa kontrola tegoż chaosu. Pojawia się więc w nas taka pętla: kiedy zaczynamy się bać, włączamy ogromną kontrolę, doznajemy chwilowej ulgi i dzięki temu utrwalamy mechanizm perfekcjonizmu. To jest taki mechanizm, który daje nam teoretycznie ogromną niezależność. Ale jest to taka niezależność, która de facto nie jest zdrową niezależnością, tylko w pewien sposób ucieczką od zależności, która była trudna, która była niepewna. Można powiedzieć, że perfekcjonista bardzo często bywa dzielny, ale ta dzielność jest po prostu obroną przed pewnego rodzaju bólem zależności.
Kompetencje liderskie – „mogę liczyć tylko na siebie”, czyli samowystarczalność, która nie jest siłą
Czym jest zdrowa niezależność? To jest po prostu podejmowanie zadań, ale z umiejętnością proszenia o pomoc wtedy, kiedy jest ona potrzebna, bez poczucia upokorzenia. To jest też dzielenie odpowiedzialności z innymi, bez poczucia zagrożenia, że ktoś nie zrobi, nie dostarczy, będzie niewystarczająco dobry. To jest zdolność do bycia w relacji bez gry o władzę, udowadniania, kto jest lepszy, kto lepiej potrafi, kto więcej zrobi.
Natomiast perfekcjonistyczna samowystarczalność to jest raczej przymus kontroli. To jest bardzo dużo wstydu przy proszeniu o pomoc, poczucie, że nikt nie zrobi tak dobrze jak ja; że ja już wolę zrobić to sama, bo na pewno wtedy będzie mniej kłopotów. Czyli wybieranie samotności zamiast potencjalnego ryzyka rozczarowania. Bardzo charakterystyczną postawą perfekcjonisty jest postawa: „mogę liczyć tylko na siebie”.
I to, co jest bardzo ważne, to to, że perfekcjonista w taki sposób dobiera relacje wokół siebie, żeby tę postawę móc sobie potwierdzić. Przyciąga ludzi, których musi ratować, ogarniać. Ale też może wybierać do relacji ludzi, którzy go dominują — i wtedy może to być wymagający szef. Odtwarza w pewien sposób ten dawny układ, napędza walkę o kontrolę i wchodzi w tę relację z pozycji osoby, która się stara, udowadnia, zasługuje, szuka uznania. Powtarza dokładnie to, czego doświadczał, doświadczała na wczesnym etapie swojego rozwoju.
Psychologia biznesu – jakimi cechami objawia się perfekcjonizm?
Żeby to rzeczywiście konkretnie złapać, zobaczmy sobie, jakimi cechami objawia się perfekcjonizm. To jest taki zestaw zachowań, które znowu na pierwszy rzut oka wyglądają jak całkiem fajne kompetencje. Natomiast jak się w to zagłębić, to przysparzają nam naprawdę sporo cierpienia.
Po pierwsze: samodzielność oparta na kontroli. Generuje ogromne trudności we współpracy, spore trudności w delegowaniu zadań, dopuszczaniu cudzych metod postępowania. Bardzo często kończy się mikrozarządzaniem, niekończącym się poprawianiem, dopinaniem najdrobniejszych szczegółów. I to się dzieje nie dlatego, że inni są słabi, tylko dlatego, że dla perfekcjonisty oddanie kontroli jest po prostu emocjonalnie trudne — ogromnie zagrażające.
Po drugie: wysokie standardy — ale nierealne do osiągnięcia, połączone z brakiem elastyczności. To musi być po prostu dostarczone na master level. I to jest przymus, nie wybór. Pod spodem jest to: od tego, jaki jest wynik, zależy moja wartość jako człowieka. Jak się nad tym zastanowić, to oczywiście bzdura, co nie zmienia faktu, że ten mechanizm po prostu tak działa. Warto zauważyć, że żaden sukces tak naprawdę nie przynosi ulgi. Poprzeczka natychmiast idzie wyżej. To trochę jak mit o Syzyfie: nawet jak już nam się uda wtoczyć kamień na samą górę, natychmiast widzimy kolejny, jeszcze wyższy szczyt.
W relacjach do innych ludzi to ogromna surowość: szybka irytacja, brak tolerancji dla niedoskonałości drugiej osoby. Jeżeli ktoś czegoś nie dostarczył, nie zrobił idealnie, to jest „do niczego” jako człowiek — to całościowa negatywna ocena, mechanizm obronny, który nazywamy rozszczepieniem.
- Czarnowidztwo i katastrofizacja: „jak nie wyjdzie, to będzie… nie wiem… źle, dramat”. Rozszczepienie, czyli albo idealnie, albo do niczego — nic pomiędzy.
- Uogólnienia: „bo ty zawsze”, „bo ty nigdy” — nie widać niuansów, nie widać, że czasami można być i takim, i takim.
- Idealizacja i dewaluacja ludzi: albo jesteś na piedestale, albo jesteś na śmietniku.
- Branie na siebie wielkich ciężarów — bycie podporą rodziny, firmy, grupy, w zamian za dowody uznania i sprawności.
Co ciekawe, te osoby bardzo często nie chcą tym epatować, próbują się chować, deklarują bycie skromnymi. Dlaczego? Bo ryzyko, że mogliby tego uznania jednak nie dostać, jest dla nich trudne do zniesienia. Bardzo często wiążą się z ludźmi, którzy potrzebują opieki, ratunku — kimś, kto zawsze da radę. To po prostu wygodny układ.
Kultura organizacyjna w firmie – i tu zaczyna się dramat
Jak to się przekłada na życie zawodowe? Powiedzmy sobie najpierw o byciu przedsiębiorcą. Rzeczywiście perfekcjoniści — bywa, że — odnoszą całkiem spore sukcesy, dlatego że naprawdę są bardzo sumiennymi osobami, bardzo obowiązkowymi, raczej nie odpuszczają. Jeżeli to padnie na podatny grunt, firma rusza z kopyta, rośnie, jest ogromne tempo.
Natomiast moment krytyczny nadchodzi wtedy, kiedy przedsiębiorstwo jest już na tyle duże, że trudno jest dopilnować wszystkiego samodzielnie. Jeżeli zarządzamy pięcioma osobami, to jeszcze da się to jakoś kontrolować. Natomiast jeżeli zaczynamy zarządzać kilkudziesięcioosobowym zespołem, to jest to już niezmiernie trudne. I tu zaczyna się dramat. Taka osoba ma wewnętrzny przymus tak dużej kontroli, że zaczyna widzieć setki błędów, bardzo często drobnych. A to, że ktoś się spóźnia trzy minuty; a to, że za długo jest na papierosie; a to, że font jest nie taki. Te czepialskie sytuacje generują ogromny stres w zespole — poczucie, że nie da się tej osoby w żaden sposób zaspokoić.
To bardzo często będzie połączone z brakiem delegowania — klasyczne mikrozarządzanie. Zespół staje się zniechęcony, firma przestaje rosnąć, bo właściciel jest tym wąskim gardłem, które powinno podjąć wszystkie decyzje. Ale ponieważ zaczyna to być nierealne, decyzje zaczynają być odsuwane, projekty upadają albo się nie posuwają. Taki przedsiębiorca co prawda ma jakieś zrywy do zmian, ale jeśli nie zacznie pracy nad sobą, nad tym, z czego wynika ten lęk, te zrywy bardzo szybko gasną. Łatwiej jest wrócić do kontroli, bo jest ona spięta z głębokim lękiem przed jej utratą.
Czasem przedsiębiorca próbuje sobie poradzić z własnym lękiem nadmiarowym porządkiem: budowaniem milionów checklist, standardów, zasad, procedur. Co do zasady są potrzebne, dają poczucie ogarniania rzeczywistości. Natomiast w przypadku perfekcjonisty stają się sztywne, zero-jedynkowe — służą tylko wychwytywaniu błędów i odstępstw. Ta sztywność de facto przestaje pomagać zarządzać zadaniami, a staje się zbroją, spod której nie można wystawić nawet maleńkiego paluszka.
Dojrzałość psychiczna w biznesie – pracownik perfekcjonista to skarb
A jak to bywa w przypadku pracowników? Pracownik perfekcjonista to skarb — dla wielu przedsiębiorców ciągle jeszcze to jest skarb. Dość duża część generacji X ma taki rys perfekcjonistyczny i jest przyzwyczajona do tego, że za wszelką cenę trzeba wykonać zadanie, że odpoczynek jest absolutnie na drugim miejscu. Stąd być może ten zgrzyt pomiędzy osobami starszymi w pracy a pokoleniem Z, które przedkłada życie prywatne nad życie zawodowe, stawia granice.
Perfekcjoniści pracy to osoby, które pracują ponad miarę, biorą nadmiarową odpowiedzialność, ratują wszystkie terminy — zawsze można na nich liczyć. Dlaczego? Bo napędza ich uznanie i lęk przed odrzuceniem, a odrzucenie po prostu ich boli. Nadgodziny, nadmiarowa dostępność są dla nich kosztem, który warto ponieść, żeby tego odrzucenia nie było. I nie zawsze jest tak, że ten pracownik jest zmuszany przez szefów — najczęściej jest to wewnętrzny przymus, powiązany z katastrofizacją: „jak nie będzie na 100%, to wylecę, to zawiodę, to stracę twarz; muszę, po prostu muszę”.
Narysował nam się więc obraz perfekcjonisty — bez względu na to, czy jest zwierzchnikiem, czy podwładnym — który siłą rzeczy będzie człowiekiem bardzo zmęczonym, przeciążonym, niewyspanym. Co to generuje? Spadek kreatywności, duże tendencje do wypalenia i w długim terminie dużo gorszą efektywność, pomimo dużego nakładu pracy. Jak już jest tak bardzo trudno, to nasz organizm zaczyna reagować i bardzo często tą reakcją będzie prokrastynacja.
Elastyczność psychiczna – „pięć sposobów na prokrastynację” nie zadziała
Takie przeciążenie nie może trwać w nieskończoność, dlatego że skończy się bardzo często wypaleniem, depresją. Pierwsze, co się pojawia, kiedy to przeciążenie jest już trudne do zniesienia, to prokrastynacja, czyli odsuwanie zadań w czasie. Jak się domyślacie, „pięć sposobów na prokrastynację” nie będzie działać, jeżeli nie zajmiemy się tym, co jest u podstawy — a u podstawy jest lęk.
Prokrastynacja może wyglądać różnie. Może być klasycznym nicnierobieniem: mamy poczucie, że jesteśmy z ołowiu, kładziemy się na kanapie, odkładamy wszystko. Może to być sytuacja, w której jesteśmy ogromnie zajęci, ale wybieramy do zrobienia rzeczy proste, szybkie — bo to duże zadanie jest po prostu ryzykowne, sprawdza nasze kompetencje.
I trzeci rodzaj: jesteśmy wiecznie zajęci rzeczami, które z zewnątrz wyglądają poważnie, dają nam zarobek, ale nie dają satysfakcji. Cały czas myślimy, że jak nadejdzie odpowiedni czas, to będziemy osobami, które robią to i to i to… ale nie wykonujemy żadnych ruchów, żeby to się wydarzyło. Tkwimy w tym, co jest niesatysfakcjonujące, ale daje nam komfort niemierzenia się z tym dużym celem. Dlaczego? Bo zabranie się za to, co jest z nami spójne, to moment, w którym naprawdę będziemy podlegali ocenie, w którym ryzyko porażki jest duże.
Ale jak widzicie, często jest tak, że perfekcjonista de facto nie boi się pracy — boi się po prostu weryfikacji efektu i wstydu, kiedy ten efekt będzie dla niego niezadowalający. Więc kiedy w moim gabinecie pojawia się ktoś, kto mówi o tym, że prokrastynuje, staram się zbadać dwa aspekty: z jednej strony, w jaki sposób ta osoba dba o swój komfort, odpoczynek, stan psychiczny i fizyczny; z drugiej — czy w ogóle jest w stanie o to zadbać. Czy to przeciążenie wynika z chwilowej sytuacji, czy jest stanem permanentnym, u którego podstawy leży perfekcjonizm. Bo jeśli tak, to proste rozwiązania typu „wysypiaj się”, „ureguluj dietę” mogą po prostu nie zadziałać.
Jeżeli chodzi o życie zawodowe, to najczęstsze są dwa scenariusze. Może to być osoba, która osiąga dużo, ale kosztem siebie i relacji — dostarcza rozwiązania, realizuje cele, ale płaci za to zdrowiem. Albo osoba, która cały czas drepta w miejscu, ciuła pewne sukcesiki, ale się w żaden sposób nie wybija — blokuje ją etap ekspozycji: moment, kiedy trzeba by było się pokazać publicznie, oddelegować zadania, wyjść na wyższy level. To często wygląda jak pewnego rodzaju samoutrudnianie — robienie rzeczy, które mają nam uniemożliwić realizację zadania, żeby było na co zwalić.
VUCA w zarządzaniu emocjami – perfekcjonizm nie równa się autentyczności
Podsumujmy sobie cały ten wywód o perfekcjonizmie i jego połączeniu z prokrastynacją. Po pierwsze: perfekcjoniści mają ogromne problemy z budowaniem trwałych, bliskich i satysfakcjonujących relacji. Bo bliskość jest trudna. Perfekcjonizm z zasady tworzy hierarchię: ktoś jest wyżej, ktoś niżej, ktoś się opiekuje, ktoś jest opiekowany. Ten brak tolerancji na niedoskonałość zabija właściwie każdą relację, dlatego że nikt z nas idealny nie jest. Perfekcjonizm nie równa się autentyczności.
Po drugie: perfekcjoniści mają ogromny problem z odpoczynkiem i zabawą. Zabawa dla perfekcjonisty bardzo często to jest jakiś abstrakt, bezsens, coś zupełnie bezproduktywnego, zabierającego cenny czas. To, co się tu bardzo często pojawia zamiast zabawy, to na przykład używki, kompulsywne zakupy, scrollowanie dużej ilości informacji — generalnie impulsywność. Może to wyglądać z zewnątrz jak coś wartościowego, dlatego że cała masa ludzi, którzy nadmiarowo uprawiają sporty, startują w maratonach, w Runmageddonach, też często w ten sposób radzą sobie z napięciem. Jeżeli jest tak, że musisz, a nie możesz, warto się zastanowić, z czego to wynika.
Perfekcjonizm będzie generował drażliwość, pośpiech, nacisk na natychmiastowe efekty, sztywność w patrzeniu na to, co wypada, co wolno, co trzeba. To związane jest z podatnością na ogromny wstyd społeczny — „co ludzie pomyślą?”. W praktyce jest to nic innego jak lęk przed oceną.
To ciągłe robienie, ciągłe napięcie naturalnie prowadzi nas do wypalenia, bardzo często do stanów lękowych, do skłonności do depresji… bo jak długo można być silnym? Po okresach ogromnej produktywności następuje jej spadek. Może to wyglądać z zewnątrz jak mania i depresja — dlatego ważne jest, żebyśmy nie próbowali się diagnozować samodzielnie i zawsze korzystali z pomocy specjalisty.
To, co się też bardzo często wydarza, to pojawienie się mechanizmu obronnego, jakim jest somatyzacja — doświadczenie bardzo realnych objawów fizycznych, których nie da się w pełni wyjaśnić uszkodzeniem narządu, ale które są ściśle powiązane ze stresem i regulacją emocji. To nie jest wymyślanie sobie choroby — nasz układ nerwowy i hormonalny przy długotrwałym napięciu wpływa na ciało: na napięcie mięśni, jelita, sen, odporność. Często kończy się to bólami głowy, migrenami, dolegliwościami ze strony układu pokarmowego, kołataniem serca, zaostrzeniami chorób przewlekłych, obniżoną odpornością, przewlekłym zmęczeniem, zaburzeniami snu. Emocje w tej sytuacji nie są przeżywane — są przepychane w działanie, kumulowane. Ciało przejmuje funkcję sygnalizowania przeciążenia. Warto tego nie bagatelizować.
Samoświadomość lidera – co Ci daje perfekcjonizm teraz, a co Ci zabiera?
Jak sobie z tym poradzić? Pierwszy krok wydaje się prosty, chociaż nie wiem, czy nie najtrudniejszy. Bo pierwszym krokiem jest po prostu uznanie, że perfekcjonizm to nie jest powód do dumy, tylko ogromny problem, który naprawdę ma swoją cenę. Warto zadać sobie pytanie, przed czym ten perfekcjonizm mnie chroni.
Drugi krok to jest sięgnięcie po wsparcie społeczne. Uczenie się bezpiecznej zależności, współpracy, proszenia o pomoc, współdzielenia, współdziałania — kontakt z ludźmi, z którymi budujemy relacje nie na zasadzie zasługiwania wynikiem na bycie blisko, tylko oparte na autentyczności i intymności: odsłanianiu się, dzieleniu emocjami.
Trzeci punkt to uczenie się samoregulacji. Zaczynamy od pracy na „wystarczająco dobrze”: ustalenia, ile to jest okej, ile wystarczy na dzień dzisiejszy, przy tym zadaniu. Możemy praktykować wersje robocze: jakiś szkic, prototyp, iteracje. I to, co bardzo ważne: planujemy odpoczynek jako element pracy. Przyznam, że sama uczyłam się tego dość długo i pamiętam, jak wpisywałam sobie odpoczynek po prostu w kalendarz. Jeśli liczycie na to, że on się sam wydarzy — raczej nie. Trzeba go naprawdę na sztywno sobie zapisać.
W związku z tym oczywiście redukcja kompulsywnego dopracowywania różnych rzeczy — możemy sobie dawać limit czasu, limit poprawek. To jest ta część pracy behawioralna, która daje nam budowanie nowych nawyków. Niekoniecznie daje nam możliwość popracowania z przyczyną, czyli z tym głębokim lękiem, który leży u podstawy mechanizmu, jakim jest perfekcjonizm.
I tu dochodzimy do pytania, czy sprawa jest na tyle poważna, że potrzebna jest terapia? Jeśli perfekcjonizm i prokrastynacja naprawdę bardzo mocno utrudniają życie zawodowe, budowanie relacji, jeśli pojawiają się objawy lękowe, depresyjne, wypalenie, somatyzacje, jeśli masz poczucie, że nie masz dostępu do swoich emocji, że jesteś ciągle w presji, w kontroli, a Twój wewnętrzny krytyk jest tak bezlitosny, że właściwie nie daje Ci żyć — to może warto się zastanowić, czy nie potrzebujesz popracować nad sobą dłużej, głębiej, właśnie w terapii. To jest moment, kiedy zaczynamy myśleć o tym, że jesteśmy w cierpieniu, nie w trudności.
Perfekcjonizm warto rozumieć jako coś, czym on rzeczywiście jest, dlatego że w tej wersji nieadaptacyjnej to wysokie standardy w połączeniu z lękiem, z wstydem i z poczuciem, że nigdy nie jest dość; że cokolwiek nie zrobię, zawsze będę niewystarczająca. To jest kłopot z poczuciem własnej wartości.
Co się dzieje, kiedy to przepracujemy? Pojawia się nie to, co pewnie przychodzi Wam do głowy. Nie stajemy się rozlazłymi kluchami, które do niczego się nie zabierają — sumienność zostaje jako nasz zasób, odpowiedzialność zostaje jako nasz zasób. Natomiast pojawia się elastyczność, co oznacza, że ja mogę się spiąć wtedy, kiedy uznaję, że jest taka konieczność, i mieć satysfakcję z wykonanej pracy. Ale już nie muszę robić tego zawsze na 100%. Potrafię odpuszczać. To jest moment, w którym mój perfekcjonizm zaczyna być w pewien sposób adaptacyjny — mogę go użyć, ale tylko wtedy, kiedy rzeczywiście uznaję, że jest to celowe.
Zadaj sobie więc może na koniec pytania, które pomogą Ci trochę w tym nawigować. Co Ci grozi, jeśli zrobisz to zadanie, przed którym stoisz, na przykład na 70 czy 80%? Czy to będzie wstyd, może kara, odrzucenie, utrata kontroli? Czyj głos słyszysz, kiedy się tak bezwzględnie krytykujesz? Mamy, taty, nauczyciela, może jeszcze innej osoby? Czy w ogóle pamiętasz, kiedy pierwszy raz poczułeś, poczułaś, że błąd to jest coś, co jest bardzo niebezpieczne? I co Ci daje perfekcjonizm teraz, a co Ci zabiera? Co dawał kiedyś i jakie są tego efekty?
Tu na dzisiaj zakończymy. Myślę sobie, że odcinek jest wystarczająco dobry — też się tego uczę. Bardzo Wam dziękuję i zapraszam za miesiąc. Do usłyszenia.
Pomagam w budowaniu silnych, wyrazistych marek i projektowaniu pozytywnych doświadczeń ich klientów, w każdym punkcie styku z marką. To najlepsza droga do uzyskania stałej przewagi nad konkurencją, zadowolenia klientów i do zwiększenia Twojej sprzedaży.